„Cztery pory śmierci” Olga Warykowska


Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. Nic bardziej mylnego…

Podczas premierowego koncertu „Czterech Pór Roku” Antonio Vivaldiego w Filharmonii Wrocławskiej główny skrzypek – solista pada martwy na ziemię. Policyjne śledztwo nie trwa długo i kończy się osadzeniem w areszcie niewinnej osoby. Wtedy do akcji wkracza on – Amadeusz Wagner, nieśmiały, otyły flecista, który myśli przede wszystkim za pomocą swojego żołądka. Z zaskoczeniem stwierdza, że w roli detektywa czuje się jak ryba w wodzie. Już wkrótce uda mu się odnaleźć trop prowadzący do rozwikłania zagadkowej śmierci skrzypka, a niedostępny i mroczny świat artystycznych intryg stanie przed nim otworem…

Oto zaskakujący kryminał kulinarno-muzyczny, który przyprawi was o dreszcze i… burczenie w brzuchu!

Źródło opisu: https://zaczytani.pl/ksiazka/cztery_pory_smierci,druk

Dawno nie czytałam czegoś innego niż romans, dlatego też zdecydowała się na wybór lekkiego kryminału. Wszakże kryminały to moja drugą miłość. Skusiła się właśnie na „Cztery pory śmierci” bo miał to być wedle opisu, ciekawy i krótki przerywnik. Czy ta książka spełniła swoje zadanie, przeczytacie to w dalszej części.

Wcześniej nie miała do czynienia z twórczością Pani Olgi, ale lubię ryzykować i sięgać po nieznanych mi do tej pory autorów. Dzięki temu poznaje prawdziwe perełki i genialnych pisarzy. Oczywiście w świecie musi być równowaga i rozczarowania także się zdarzają, na szczęście rzadko. Niczym nasze rodzime utwory nie ustępują zagranicznym tworom, a niekiedy nawet nasze są lepsze.

Przejdźmy jednak do fabuły.
Dzięki autorce wkraczamy w świat muzyki klasycznej. Poznajemy od środka życie Wrocławskiej Filharmonii oraz osobliwe miejsce zbrodni. Podczas jednego z koncertów, gdzie akurat grane były „Cztery pory roku” Vivaldiego, sławny koncertmistrz pada martwy na scenie. W toku postępowania śledczego okazuje się, że bezpośrednią przyczyną śmierci denata było otrucie. Oskarżenie o dokonanie tej zbrodni pada na jedną z flecistek orkiestry – Karolinę. Prawda natomiast wygląda tak, że każdy pracownik tej filharmonii pragnął jego śmierci. Kto natomiast tego dokonał ostatecznie?
Z pomocą koleżance przychodzi Amadeusz Wagner.

Nasz debiutant w roli detektywa to tak naprawdę kolega z sekcji flecistów Karoliny. Od początku nie wierzy, że to właśnie ona mogła dokonać tak haniebnej zbrodni. Rozpoczyna więc swoje własne śledztwo. Na jego korzyść działa to, że nikt nie bierze otyłego i niezdarnego flecistę na poważnie. Uważany za syneczka mamusi, którego jedynym hobby jest jedzenie, pomału odkrywa głęboko skrywane tajemnice współpracowników. To czy uda mu się rozwikłać zagadkowe morderstwo i uratować koleżankę, musicie koniecznie sprawdzić w książce.

„Cztery pory śmierci” potraktowałam z lekkim przymrużeniem oka. Nie jest to krwawy i mroczny kryminał trzymający w napięciu. To taka lekka komedia kulinarno-kryminalna z bardzo sympatycznym detektywem-flecistą. Szczerze mówiąc za jego sprawą, sama zaczęłam myśleć o jedzeniu. Jego brzuch co kawałek daje o sobie znać i podsuwa mu różne zachcianki w ogromnych ilościach. Cała historia zapewnia nam dobrą rozrywkę i czyta się miło, lekko i przyjemnie. Fabuła jest spójna i interesująca a bohaterowie wyraźni i kolorowi. Postać Amadeusza wzbudza prawdziwą sympatię. Jeżeli macie ochotę na chwilę relaksu z wątkiem kulinarno-kryminalnym to jak najbardziej zachęcam do przeczytania.

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res