„Dwadzieścia minut do szczęścia” Katarzyna Mak

Romans jak z bajki

Michalina nie ma łatwego życia. Wychowana przez babcię, po jej śmierci boryka się z problemami finansowymi i własnym darem ściągania na siebie kłopotów. Impulsywna, a zarazem pozbawiona pewności siebie, wciąż zadręcza się pytaniem, czy u przyczyn jej wiecznego pecha leżą geny odziedziczone po rodzicach, o których babcia nigdy nie chciała z nią rozmawiać. Na szczęście przynajmniej jej studia przebiegają bez zakłóceń. Od upragnionego dyplomu dzieli dziewczynę już tylko praktyka w ekologicznym gospodarstwie rolnym. Nawet nie podejrzewa, że wyjazd na wieś przewróci cały jej świat do góry nogami.

Dlaczego uciekłaś? – zapytał, wciąż przytrzymując moje ramię i patrząc mi prosto w oczy, a spojrzenie jego granatowych źrenic nadal mnie onieśmielało, prowokując jednocześnie.
Żartuje sobie ze mnie? A może jest po prostu skończonym idiotą, że w ogóle o to pyta?
– Możesz mnie puścić i dać mi wreszcie spokój? – wycedziłam przez zęby.
Chyba nie zrozumiał, bo patrzył na mnie, próbując wyczytać cokolwiek z mojej twarzy. Po chwili jednak rozluźnił uścisk na mojej ręce, a potem, potrząsając z niedowierzaniem głową, puścił ją, ja zaś ominęłam go zwyczajnie i znalazłam się tuż przy schodach prowadzących do drzwi kamienicy, w której mieszkałam.
– Uważam, że to może być nieodpowiednia chwila, żebyś tam wchodziła – usłyszałam ponownie jego głos. Odwróciłam się niechętnie w jego kierunku.

Źródło opisu: https://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=dwadziescia_minut_do_szczescia,druk

Na wstępie bardzo dziękuję autorce Pani Katarzynie Mak za zorganizowanie Book Tour, dzięki temu mogłam się znaleźć w romansie jak z bajki, którym nie powstydziłyby się wielkie amerykańskie pisarki.

Główna bohaterka Michalina, nie miała lekkiego życia. Wychowywana przez babcię, nie znająca swoich rodziców ani swojej przeszłości, nie mogąca uronić choćby jednej łzy, ma niezaprzeczalny talent do pakowania się w kłopoty. Jedyne o czym marzy to o ukończeniu studiów i znalezienie wymarzonej pracy. Aby zrealizować swoje marzenie, musi odbyć pewne praktyki. To z kolei uruchamia ciąg niefortunnych zdarzeń, w których poznaje przystojnego i bogatego Mikołaja.

Miła i ciepła, a do tego z nutką humoru krótka historia o poszukiwaniu własnego celu w życiu, niespodziewanej miłości i determinacji. Bezapelacyjnie umiliła mi wieczór i z czystym sumieniem zachęcam do przeczytania.

Jeśli spodobała Wam się ta historia to znajdziecie podobną w książce „O człowieku, który chciał być szczęśliwy” Laurent Gounelle, a recenzję możecie przeczytać na zaprzyjaźnionym blogu: