„Przypadek Blanki L.” Katarzyna Mak
Historia kobiety, która pragnęła być kochana
Blanka L. – skrzypaczka, influencerka, kobieta o wielu twarzach. Urodzona i wychowana w Moskwie, zmuszona do ucieczki przed ludźmi, którzy chcieli uczynić z niej narzędzie w rękach władzy. Zamiast wolności dostała piekło – życie pod kontrolą faceta, który miał ją chronić, a stał się jej największym oprawcą.
Pozbawiona muzyki, wolności i własnej tożsamości, przez lata walczy o przetrwanie. A kiedy śmierć męża wydaje się końcem jej udręki, los stawia na jej drodze dwóch mężczyzn – braci. Każdy z nich wnosi w jej życie miłość, namiętność i nadzieję. Każdy też okazuje się częścią historii, która ma tragiczne konsekwencje.
Czy Blanka, naznaczona bólem i przeszłością, wreszcie odnajdzie miłość, której pragnęła od zawsze?
Czy koszmary, które nosi w sercu, pozwolą jej żyć naprawdę – czy też na zawsze będą wyrokiem?
„Przypadek Blanki L” to przejmujący romans i dramat psychologiczny o kobiecie, która chciała tylko jednego – być kochaną.
Źródło opisu: https://grzechu-warte.com/przypadek-blanki-l-p-18.html

#Współpraca reklamowa
Dzień dobry, moje kochane Moliki, dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o najnowszej książce autorki, do której mam ogromny sentyment. Moja pierwsza styczność z jej twórczością miała miejsce podczas pierwszego book touru, w którym wzięłam udział. Był rok 2018, a historia „Dwadzieścia minut do szczęścia” całkowicie mnie wtedy urzekła. Do dziś pamiętam charakterystyczne kalosze głównej bohaterki. Ale nie o tej książce chcę Wam dziś opowiedzieć (choć była przecudna: lekka, miła, ciepła, z nutką humoru). To właśnie wtedy zaczynałam swoją przygodę z bookmediami, choć, dokładnie tak jak i dziś, nie uważałam i nie uważam się ani za blogerkę, ani tym bardziej za bookstagramerkę. Do tej pory żyję w przekonaniu, że piszę te moje małe wypocinki głównie dla siebie i nikt tego nie czyta. Bawi mnie to, a jednocześnie traktuję to, jak nowoczesny pamiętnik, w którym zapisuję swoje przeczytane historie, chociaż jak każdy miewam również chwilę zwątpienia. Najzabawniejsze jest to, że kiedy wracam do swoich wpisów sprzed lat, jestem w szoku, że mogłam coś takiego napisać i wymyślić. Serio, sama siebie potrafię zaskoczyć.
Ale wróćmy do tematu.
Dzięki tamtemu book tourowi, choć może zabrzmi to zbyt przesadnie, złapałyśmy z autorką kontakt. Miałam nawet okazję objąć patronatem jej kolejną książkę, „Usłane różami”. Pani Kasia dała mi wtedy ogromną szansę i, nie ukrywam, wielkiego motywującego kopa. W kolejnych latach również sięgałam po jej powieści, choć przyznam, że kilka tytułów wciąż mam do nadrobienia. Dlatego też, gdy pojawiła się okazja poznania jej najnowszej historii, nie wahałam się ani chwili. Byłam ciekawa, czy po latach nadal odnajdę się w jej twórczości i poczuję się jak w przysłowiowym domu, czy może jednak nasze drogi bezpowrotnie się rozeszły….
Otóż moi mili „Przypadek Blanki L” bardzo mnie zaskoczył. To nie jest słodko‑pierdząca historyjka o pogubionych ludziach. To opowieść o kobiecie głęboko skrzywdzonej przez życie, choć to słowo chyba nawet nie oddaje w pełni jej doświadczeń. Gdy na horyzoncie pojawia się promyk nadziei na lepsze jutro, gaśnie równie szybko, jak się tylko pojawił, pozostawiając pustkę… ale też coś jeszcze. Życie Blanki po raz kolejny wywraca się do góry nogami i znów mocno komplikuje. Nie będę zdradzać Wam szczegółów fabuły, bo chciałabym, abyście sami doświadczyli tej historii razem z jej plot twistami. To zdecydowanie mocniejsza emocjonalnie opowieść niż te słodsze, które znałam od autorki wcześniej. Na samą myśl o tym, czego Blanka doświadczała w małżeństwie, aż mnie skręca. A jednak takie historie też trzeba umieć napisać. O zwyrodnialcach i zboczeńcach trudno pisać dobrze, a autorce udało się to bez epatowania szczegółami, słowo i wyobraźnia naprawdę zrobiły swoje. Ta książka nie jest łatwa. Nie jest schematyczna. Nie jest klasyczna. Jest specyficzna, mocno charakterystyczna i to zdecydowanie trzeba podkreślić. Gdy poznajemy całą historię Blanki, wydaje się ona wręcz nierealna i niemożliwa, a jednak… czy te najmniej wiarygodne rzeczy nie bywają czasem najbardziej prawdziwe? Na szczególną uwagę zasługuje zakończenie. Już prawie napisałam Wam, jakie emocje mi towarzyszyły, ale lepiej będzie, jeśli odkryjecie to sami. Jedyne, co mogę zdradzić, nie potrafiłam odłożyć tej książki. Od teraz autorkę będę kojarzyć nie tylko z kolorowymi kaloszami, ale również z Blanką.
Tak więc, moi kochani, jeśli macie ochotę na historię niebanalną, nieoczywistą, pozbawioną nadmiaru cukru i lukru, za to pełną emocji i wyrazistą, to „Przypadek Blanki L” zdecydowanie Wam polecam.
Za możliwość poznania tej historii dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Grzechu Warte.


„Przypadek Blanki L.” do kupienia na Bonito