„Na krwawych skrzydłach” Boleyn Briar
W Akademii Krwawych Skrzydeł krew to potęga, a miłość to niebezpieczna gra
Na nic takiego się nie pisałam.
Pół-fae w szkole dla wysoko urodzonych wampirów? To gotowy przepis na katastrofę.
Nazywam się Medra Pendragon, ostatnia z jeźdźców smoków, a przynajmniej tak mi mówią. Zabawne jest to, że nie ma już żadnych smoków. Ani jednego. Nie powstrzymało to wampirów przed uznaniem, że warto mnie schwytać. Teraz utknęłam w Akademii Krwawych Skrzydeł, w której rządzą wysoko urodzone wampiry, a tacy jak ja, skażeni, jesteśmy dla nich tylko źródłem krwi i pionkami w ich grze.
Ale nawet to nie jest najgorsze. Bo oto pojawia się Blake Drakharrow. Zimny, arogancki i wręcz nieprzyzwoicie przystojny. Dręczy mnie od momentu, gdy się poznaliśmy, a w dodatku zaręczono nas zgodnie z jakimś starożytnym rytuałem.
Krwawe Skrzydła to nie tylko szkoła – to pole bitwy. Wysoko urodzeni walczą o władzę, a jeśli jesteś słaby? Giniesz.
Źródło opisu: https://sklep.zysk.com.pl/na-krwawych-skrzydlach-opr-twarda-barwione-brzegi.html

#Współpraca reklamowa
Hejka, moje kochane Moliki! Mam wrażenie, że im częściej obiecuję Wam, że będę tu zaglądać regularniej, tym bardziej przewrotny los robi wszystko, żebym jednak wpadała rzadziej. A przecież mam Wam tyle do opowiedzenia! Stosy książek czekają na swoją kolej, a doba uparcie nie chce się rozciągnąć (jeśli ktoś zna magiczny sposób na wydłużenie dnia, niech go poda w komentarzu), a moje osobiste zawirowania sprawiają, że trudno mi się skupić na tym, co uwielbiam najbardziej, czyli na książkach.
Dlatego dziś bez żadnych obietnic, po prostu opowiem Wam o historii, która… A no właśnie.
Potrzymam Was chwilę w niepewności. Możecie powiedzieć, że buduję napięcie i co tu ukrywać, absolutnie będziecie mieć rację.
Wyobraźcie sobie połączenie:
– legend arturiańskich (ale tak delikatnie, bardziej tak z samych imion),
– Akademii Czarnych Skrzydeł,
– wampirów,
– półfae…
A co! Jak już mieszać, to z rozmachem, prawda?
I teraz mała ciekawostka ode mnie, wiecie doskonale, że moja babcia czyta wszystko to, co ja i później często rozmawiamy o tych historiach. Ale tę książkę przeczytała też… moja mama. A to, uwierzcie mi, zdarza się ekstremalnie rzadko, żeby nie powiedzieć, że prawie wcale.
No i teraz najważniejsze. Ta historia totalnie mnie kupiła.
Wiecie, że jestem wybredna, jeśli chodzi o fantasy. Nie czuję się żadną specjalistką, podgatunków nie rozróżniam, może już jestem na to normalnie za stara. Ale lubię konkretne motywy, a tutaj trafiłam na nie wszystkie. Mimo że „Krwawe skrzydła” mogą delikatnie kojarzyć się z Czwartym Skrzydłem, to nie nazwałabym tego kopią. Medra budzi się w nieznanej krainie jako półfae. Znajduje ją wampir, na dodatek przyszły przywódca klanu, który zaciąga ją przed oblicze najważniejszych wampirów. Tam dziewczyna staje się pionkiem w walce o władzę. Zostaje zmuszona do dołączenia do Akademii Krwawych Skrzydeł, gdzie ma uczyć się… być jeźdźczynią smoków. Tylko szkoda, że nikt ich nie widział od tysiącleci.
Do tego Medra nie jest wampirem, więc wszystkich takich jak ona traktują jak skażonych. W tej społeczności każdy niewampir od dziecka uczy się, że wampiry należy czcić i wykonywać ich rozkazy. Medra ma z tym ogromny problem, więc jak łatwo się domyślić, notorycznie wpada w tarapaty. A żeby było ciekawiej, zostaje zmuszona do zostania narzeczoną młodego przywódcy klanu. I może nie byłoby to takie złe, gdyby Blake… nie miał już jednej narzeczonej. Przed Medrą staną wyzwania, które nie mają uczynić z niej bohaterki, mają sprawić, że w ogóle przeżyje.
Przyznaję: podeszłam do tej książki bardzo sceptycznie. Słyszałam, że to marna kopia Czwartego Skrzydła. A kiedy zobaczyłam, jaki to grubasek, byłam jeszcze bardziej uprzedzona. I wiecie co? Bardzo się myliłam!
Czyta się ją ekspresowo. Medra, jej przyjaciele i oczywiście Blake skradli moje serducho bezapelacyjnie. Dla mnie to bardzo dobra książka. A zakończenie… No wykończyło mnie. Nie kończy się historii w takim momencie. Tak się po prostu nie robi. Oczywiście muszę poznać drugi tom, co prawda najlepiej na wczoraj. Sprawdziłam i wiem, że seria nie skończy się na dwóch częściach, ale kiedy będzie kontynuacja u nas… tego niestety nie wiem. Dawno żadna książka nie siedziała mi tak długo w głowie. No, chyba że „Coma” to już teraz w tym roku mam swoich dwóch ulubieńców. Nie będę się rozwodzić nad stylem, bohaterami czy świetnym pomysłem na fabułę, to wszystko odkryjecie sami, do czego Was gorąco zachęcam.
Z mojej strony gwarantuję jedno: nudno nie będzie.
Oczywiście polecam!
Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.


„Na krwawych skrzydłach” do kupienia na Bonito