„Upadek bogów” Rachel van Dyken
Mówili, że bogowie to mit. Że giganci są tylko bohaterami opowieści snutych przy dogasających ogniskach. Kłamali.
Bogowie nie umarli – jedynie śpią, uwięzieni w śmiertelnych ciałach, rozproszeni po całym świecie i czekający na iskrę, która ich przebudzi. A mój ojciec jest najbardziej bezwzględny z nich wszystkich.
Nauczył mnie posłuszeństwa. Przelewania krwi. Tego, bym w odpowiedniej chwili stała się jego bronią. Teraz wysyła mnie na Uniwersytet Endiru – miejsce pełne potomków pradawnych rodów i zabójczych sekretów – żebym odzyskała Mjölnir, legendarny młot. Jeśli zawiodę, wszyscy, których kocham, zginą.
Ale Aric Erikson nie był częścią planu. Dziedzic wrogiego rodu. Zdystansowany, niebezpieczny i w pewien sposób… znajomy. Odgrodził się lodowym murem, a im głębiej próbuję go rozpracować, tym trudniej mi odróżnić, gdzie kończy się kłamstwo, a zaczynam ja.
Od końca świata dzieli mnie tylko misja, na którą się nie pisałam, i mężczyzna, którego nigdy nie miałam pokochać.
Ale jeśli ja jestem iskrą, może on jest lontem. A bogowie? Wkrótce się przebudzą. I będą wściekli.
Źródło opisu: https://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/1734

#Współpraca recenzencka
Hejka moje kochane, zaczytane Moliki!
Czy są tu na pokładzie mojego książkowego autobusu fani Thora albo mitologii nordyckiej? Ja powiem Wam szczerze, że moja sympatia do Thora i Lokiego narodziła się głównie dzięki filmom Marvela. Co prawda bardziej polubiłam aktorów niż same postacie (bo niektóre odsłony Thora były już tak groteskowe, że aż satyryczne), ale fascynacja nordyckimi wierzeniami została ze mną do dziś.
Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja do poznania „Upadku bogów” Rachel Van Dyken, nie wahałam się ani przez moment. Jednak czy ta historia w pełni spełniła moje oczekiwania? Postaram się dość krótko Wam na to pytanie odpowiedzieć.
Poznajemy Rey, córkę Odyna (tak dokładnie tego Odyna), wysłaną do elitarnego Uniwersytetu Endiru, aby odnaleźć Mjölnir, zaginiony młot jej zmarłego brata. Odyn nie dopuszcza myśli, że mogłoby jej się nie udać. Jeśli zawiedzie, zagrożenie spadnie na tych, których ona kocha. Jako osoba z rodu Thora powinna odnaleźć młot bez trudu, a nawet, zgodnie z legendą, to młot powinien odnaleźć ją. Warunek jest jeden: Rey musi okazać się tego godna.
Sytuację komplikuje fakt, że szkoła należy do największego wroga Odyna, giganta, który zrobi wszystko, by Mjölnir nie wrócił w ręce bogów. W dodatku w murach Endiru uczą się jego dwaj synowie, a jednym z nich jest Alaric Erikson — ten sam, który kilka lat wcześniej odrzucił propozycję małżeństwa z Rey. On również szuka młota, ale z zupełnie innych powodów… bo sam jest uśpionym gigantem. Od pierwszego spotkania widać, że między nim a Rey iskrzy, choć zdecydowanie nie w przyjazny sposób.
Rozpoczyna się zatem wyścig, w którym stawką są losy całego świata.
Muszę Wam powiedzieć, że podeszłam do tej książki z dużym entuzjazmem i co najważniejsze nie zawiodłam się. To świetna historia o poszukiwaniu zaginionego artefaktu, z motywem enemies to lovers, z fajnie wplecionymi elementami mitologii nordyckiej. Jedyny mój zarzut (i tu uwaga delikatny spoiler!) jest taki, że cała fabuła zamyka się w siedmiu dniach. Jak na tak dużą zmianę między bohaterami to trochę mało, ale nie na tyle, by zepsuć mi frajdę z czytania. Podobała mi się kreacja bohaterów, klimat elitarnej szkoły strzeżonej przez runy, dynamika i zwroty akcji. Autorka wrzuca sporo ciekawych faktów z mitologii, co również nadawało ciekawego i delikatnie mrocznego klimatu. Spędziłam z tą książką świetny czas i z czystym sumieniem polecam ją Waszej uwadze.
Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu Filia.


„Upadek bogów” do kupienia na Bonito