„Zły opiekun” Marcel Moss
Lipiec 2007 roku. Podczas szkolnego obozu nad Jeziorem Solińskim dochodzi do strzelaniny. Jeden z uczniów, Michał Kitler, zabija kilkanaście osób, po czym odbiera sobie życie. Do dziś nie wiadomo, skąd miał broń ani dlaczego posunął się do zbrodni. Tego samego dnia znika jedna z uczestniczek obozu – Klaudia Brzezinek. Jej ciała nigdy nie udaje się odnaleźć. Kwiecień 2026 roku. Autor bestsellerowych reportaży Kornel Malicki przyjeżdża do Wołkowyi, niewielkiej wsi położonej nad Jeziorem Solińskim. Oficjalnie pracuje nad książką, która ma ukazać się w dwudziestą rocznicę masakry. Nieoficjalnie próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o jednym z opiekunów obozu – człowieku, który może mieć związek z jego własną, mroczną przeszłością. Im głębiej Kornel zanurza się w wydarzenia sprzed lat, tym większe ściąga na siebie zagrożenie. Niektórzy bowiem zrobią wszystko, by niewygodna prawda nigdy nie wyszła na jaw. Jest już jednak za późno. Są rany, które nigdy się nie zabliźniają. I zemsta, która domaga się finału.
Źródło opisu: https://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/1725

#Współpraca recenzencka
Hej, hej moje kochane, zaczytane Moliki.
Powiem Wam szczerze, że ostatnio życie kolejny raz mnie trochę przygniotło. Natłok myśli, problemy, trudne wybory, które niestety wiszą nad moją głową, niczym gradowe chmury zdecydowanie mnie poturbowało … i przez to wszystko zaniedbałam Was bardziej, niż bym tego naprawdę chciała. A co gorsza, straciłam również zapał do książek. Jakby ktoś połamał mi skrzydła i kazał udawać, że nadal potrafię nimi latać. Mimo tego wracam do Was, choć na chwilę, bo chcę opowiedzieć o historii, która idealnie wpasowała się w mój obecny nastrój.
Może nie wszyscy o tym wiecie, bo tu na profilu królują głównie romanse, erotyki i fantastyka, ale kiedyś zaczytywałam się w kryminałach i thrillerach. Do dziś, jeśli dzieci pozwolą dorwać mi się do telewizora, uwielbiam wszelkie seriale kryminalne, true crime story, a najbardziej te tajemnicze sprawy, które po latach w końcu udaje się w końcu rozwiązać. Ile ja się naoglądałam „Dowodów zbrodni”… spraw sprzed 5, 10, 20 lat, które nagle dostają drugie życie i nowe metody ułatwiające rozwikłania morderstw czy zniknięć. To jest mój klimat. I właśnie dlatego sięgnęłam po książkę Marcela Mossa, a to już druga historia autora, na którą się skusiłam. Pan Moss wykreował historię, która wraca po latach. Brzmi jak coś idealnie dla mnie, prawda? Ale czy spełniła ona moje oczekiwania?
Poznajemy Kornela Malickiego, autora, który na potrzeby nowej książki przyjeżdża zbierać materiały o strzelaninie na obozie sprzed 19 lat. Wtedy jeden z wychowanków otworzył ogień do swoich kolegów, a do dziś nie ustalono, skąd miał broń. Tego samego dnia zniknęła również jedna z uczestniczek obozu, a jej ciała nigdy nie odnaleziono. Na dodatek sprawca był niej bardzo zakochany. To wszystko brzmi jak klasyczny „cold case” (co ja się naszukałam tego terminu, to moje), ale autor zdecydowanie na tym nie poprzestał. Ta masakra jest tylko otoczką, bo Kornela najbardziej interesuje opiekun, który sprawował nadzór nad wychowankami właśnie w czasie tej tragedii. To właśnie jego przeszłość staje się jakby motywem do całej historii, a Kornel rozpoczyna własne śledztwo, próbując zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się prawie dwie dekady temu.
Powiem Wam, że to nie jest łatwa historia. Pan Moss pokazuje, jak presja rówieśnicza, słaba psychika, manipulacje i okrucieństwo potrafią doprowadzić młodego chłopaka do ostateczności, za którą konsekwencje ponosi kilkanaście jak nie kilkadziesiąt osób. Z każdą kolejną stroną cofamy się do wydarzeń sprzed lat i odkrywamy, jak naprawdę wyglądała ta tragedia. Autor świetnie pokazuje też następstwa zbrodni, nie tylko w kontekście dla ofiar, ale dla całej społeczności. To nie jest tylko samego dramat mordercy. To również tragedia jego rodziców, którzy z dnia na dzień stali się „rodzicami mordercy” i jednocześnie stracili własne dziecko. Sami powiedzcie, to naprawdę ciężki kaliber.
A mimo wszystko książkę się pochłania. Czyta się ją bardzo dobrze, płynnie, bez zbędnych ozdobników. Styl autora jest prosty, konkretny, bez upiększaczy i to mi bardzo odpowiada. Czy spełniła moje oczekiwania? Tak. Czy spędziłam z nią dobry czas? Też tak. Czy było wielkie „wow”? No nie do końca, ale jedno muszę powiedzieć, za zakończenie tej historii autorowi należy się solidna nagana, bo tak się czytelnikowi po prostu nie robi. Wiecie to ten typ finału, który sprawia, że człowiek siedzi z książką w ręku i mówi: „Serio? SERIO?!”. Kiedy następny tom????
Podsumowując, to mocna, emocjonalna historia o zbrodni sprzed lat, o winie, o konsekwencjach, o tym, jak jedna decyzja potrafi zniszczyć życie wielu osób. Jeśli lubicie klimat cold case, powolne odkrywanie prawdy i historie, które pokazują, że zbrodnia nigdy nie kończy się w dniu, w którym została popełniona, warto po nią sięgnąć. Moje Molik, polecam ją Waszej uwadze.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.


„Zły opiekun” do kupienia na Bonito