„Nie cudzołóż” Anka Ryźlak, Marcin Popczyński
Miłość czy nienawiść? Oto jest pytanie…
Karolina zajeżdża drogę furgonetce antyaborcyjnej na jednej z głównych arterii Warszawy. Świadkiem zdarzenia jest Jan, udający się do prawicowej redakcji, w której pracuje. Postanawia nagrać kłócącą się z kierowcą dziewczynę, a potem umieścić film w sieci, by zapunktować u szefostwa. Szybko jednak dopadają go wyrzuty sumienia powodowane piorunującym zauroczeniem Karoliną. Los stawia ich przed sobą już dzień później.
Przeznaczenia po prostu nie sposób zatrzymać…
Źródło opisu: https://wydawnictwomieta.pl/produkt/nie-cudzoloz/

#Współpraca reklamowa
Hejka moje zaczytane Moliki. Powiedzcie mi dziś, tak całkiem szczerze i bez ogródek, lubicie, gdy w Waszych lekturach przewijają się wątki polityczne, zwłaszcza te zahaczające o konserwatywnym tematy tabu, które potrafią poróżnić dosłownie każdego? I żeby była jasność, nie pytam Was o Wasze prywatne poglądy, tylko o to, czy lubicie takie dysputy w swoich książkach?
Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że o ile są to tylko wzmianki polityczne, a bez nich wykreowana historia straciłaby jakiś swój ważny element, to absolutnie nie mam nic przeciwko. Natomiast książka, o której chcę Wam dziś krótko opowiedzieć, wrzuca nas w sam środek ogromnego sporu (i tu uwaga w normalnym życiu też te spory trwają) albo bardziej konfliktu, gdzie nie powiem, niektórzy mają specjalne metody pod szerszą publikę. Pewnego pięknego dnia Dr Karolina, świetna ginekolożka, przez zupełny przypadek zajeżdża drogę furgonetce… antyaborcyjnej. Nie zdaje sobie sprawy, że całe zajście nagrywa dziennikarz z Prawdy.pl. W ciągu kilku następnych godzin ten niefortunny wypadek i jej zdenerwowanie staje się viralem w całym internecie, a polityczne hieny natychmiast wykorzystują sytuację. W efekcie „światowej sławy” Karolina, mimo że jest genialnym lekarzem, traci część swoich pacjentek, a jedna z jej byłych podopiecznych szczególnie zapada jej w pamięć. Tymczasem Jana — dziennikarza, który nagrał całe zdarzenie, zaczynają dopadać wyrzuty sumienia. Sprawa została rozdmuchana na gigantyczną skalę i w zupełnie innym kierunku, niż powinna. A do tego główna bohaterka wpadła mu w oko. Postanawia więc ją odnaleźć i przeprosić… Oczywiście tego, co wydarzyło się potem, z jawną premedytacją Wam nie zdradzę. Powiem tylko, że przez te siedem dni wydarzyło się naprawdę wieeeeele.
Karolinę polubiłam od razu, może to dlatego, że jest w moim wieku, ma dystans do siebie, twardo stąpa po ziemi, zna swoją wartość i ma świetne poczucie humoru. Takie bohaterki po prostu się lubi. A Jan? Cóż… dla mnie to taki prawdziwy mężczyzna. Co do słuszności jego decyzji, nie mnie to oceniać. Karolinę rozumiem, Jana można próbować zrozumieć, ale czy usprawiedliwić? To już zupełnie inna historia i każdy może mieć inne zdanie. Nie chcę rozwijać tej myśli, żeby niczego Wam nie sugerować. Skupię się za to na tym, że bawiłam się przy tej książce naprawdę dobrze, mimo trudnych tematów i dylematów bohaterów. Nie powiem, dała mi trochę do myślenia jako mężatce z prawie 13-letnim stażem. A do tego świetny humor, lekki styl, brak zbędnych opisów i górnolotnych sformułowań sprawiają, że książka idealnie nadaje się na letni wieczór… w ostateczności na dwa. Więc jeśli szukacie czegoś lekkiego, a jednocześnie dotykającego ważnych spraw, to ta lektura będzie dla Was moje Moliki, idealna.
Za możliwość poznania tej historii bardzo dziękuję Wydawnictwu Mięta.

